Archiwum
2009-01-24 18:47:22 >> "bo każdy ma swój kawałek...... cienia, brak cienia jest dowodem nieistnienia. podobno - ktoś tak napisał, ktoś zaśpiewał, naiwni uwierzyli. niektórzy bez problemu i zająknięcia, bo nagle bardzo zatęsknili za własnym cieniem. teraz, tu, już, natychmiast. a ten wrednie albo udawał, albo nie zauważył i zwiał, gdzie śnieg rośnie. bo śnieg rośnie na krzakach w tym moim małym świecie, który staje przede mną czasami nagle i równie nagle znika. sam nie umie, potrzbuje pomocy, niestety nie drogowej, po którą zawsze można zadzwonić i zawsze przyjeżdża przed policją i pogotowiem. pomocy duchowej, wsparcia moralnego, męskiego ramienia, świętego spokoju, dużo radości, przedziwnego zrozumienia. wszystkiego razem w pakiecie jak telewizja, telefon i internet. tylko bez umowy na 24 lub 36 miesięcy, ze zobowiązaniami niepisanymi, na zawsze i nigdy. na wieczność, która równie dobrze może się skończyć w momencie otworzenia oczu jutro rano, ale to przecież miała byc moja specjalizacja. ja zaczynam, ja kończe, ja uciekam, ja wracam, ja naiwnie trwam, ja nagle przestaję, ja zaskakuję i spełniam życzenia. ja nieustannie odmieniam ciebie przez wszystkie przypadki, ale przypadkowo zawsze w pierwszej osobie liczby pojedynczej. liczba mnoga nie dla mnie, na liczbę mnogą potrzeba czasu, dzisiaj nikt nie ma czasu, wszyscy się spieszą. jak się nie spieszą to brakuje cierpliwości, może tobie też zabrakło, jeśli jeszcze nie to wkrótce zabraknie. na raz, na dwa, na tydzień, nie dłużej. na smsa, 'jak tam?', telefon, uśmiech, spojrzenie, 'u ciebie czy u mnie?'. było, mineło, nie wróci więcej, pani już podziękujemy, nie zapraszamy ponownie, nie musi pani po sobie sprzątać, od tego mamy ludzi, nie chcemy pani dłużej oglądać. przecież pani nie jest do oglądania, pani tutaj była do wyższych celów, a może niższych, to zależy z której strony spojrzeć. dobry cukierek nie jest zły, można go nawet potraktować przez chwilę jak człowieka, coby wyrzuty sumienia później nie dręczyły. cukierki są dla dzieci, nie ma rączek nie ma cukierków, cukierek do buzi, papierek do kosza, problemu nie ma. nikt nie ma problemów, problemy są już zdecydowanie passe. dzisiaj ludzie są modni, z problemami im nie do twarzy, wolą bluzkę z wyprzedaży. cukierki z wyprzedaży, 3.99 za kilogram, cukierkowe uczucia i mózgi gratis. gratisy mają to do siebie, ze bez zastanowienia można je wyrzucić, nikt się nie przejmie, nikt nie zauważy, nikt nie zapłacił, nikt nie chciał, dają to trzeba brać. po co myśleć, zastanawiać się, przewidywać, używać mózgu, wyciągać wnioski i myśleć o innych? czy 'umiesz liczyć - licz na siebie' nagle wykluczyło potrzebę myślenia o innych? uczciwość nie popłaca, empatia to zupa z azji, a przyzwoitość umiera śmiercią naturalnie-nienaturalną. nie podoba mi się. świat mi się nie podoba, chętnie bym się wyprowadziła, ale dzisiaj ciężko znaleźć dobre lokum za rozsądną cenę. rozsądek na chwilę zgubiłam i teraz trzeba za to zapłacić, drobne w portfelu się niespodziewanie skończyły, kart kredytowych nie przyjmujemy, po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się. zwroty tylko za okazaniem paragonu. głupia, paragon zgubiła, a mama mówiła żeby zbierać i pilnować, bo kiedyś się przydadzą. chociaż zwrócić to bym nie zwróciła - za dobrze, za przyjemnie, za delikatnie, za długo i za krótko. limit czasu został wykorzystany, po więcej prosimy nie zwracać się nigdy. 'na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza', dookoła też cichosza, dobrze się w niej myśli o ile myśli nie biegną tam, gdzie im się podoba, innym też się podoba, tylko rozsądek cierpi, niektórzy trochę tęsknią. tęsknota też dla naiwnych, oni lubią się popławić czasami we własnych złudzeniach, byleby nie zacząć się topić, umiejętność pływania nie pomoże, inne przymioty osobiste tym bardziej. mogę się topić codziennie, bez przerwy, od nowa, jeśli tylko mi na to pozwolisz. ależ oczywiście, że perfidnie kłamię, w życiu bym ci czegoś takiego nie powiedziała, nikomu bym nie powiedziała, a chyba jednak jeszcze żyję. żyję, czuję, myślę i nie planuje przestać. czasami wracanie do rzeczywistości trochę boli. cóż, bywa, odpowiedzialność za swoje decyzje jest ponoć atrybutem dojrzałości, może przynajmniej tyle z tego wyniosę. orgazmów na szczęście nie było, bo jeszcze hedonistyczny mózg by bardziej tęsknił. koniec. tak nie można, to nie przystoi panience, nawet takiej z szemranym dziewictwem i innymi bajerami. panienka twarda jest, silna, da rade, nie da się, zaciśnie zęby, pójdzie dalej. plecy prosto, uszy do góry, uśmiech na twarz i będzie dobrze, źle, mdło jak zwykle. "mam nie byle jakie, bo południowo-zachodnie, skojarzenia". a jak na chwilę jednak zmięknę to przyjdziesz i przytulisz? skomentuj |
|
|||||||